Ostatnie wpisy

31 lip 2016

HEART ATTACK - Neony (2015)

Kraj: Polska
Wydawca: Heart Attack
Kontact: http://heart-attack.pl/




Niniejszą płytę zakupiłem kilka miesięcy temu, ale tak się złożyło, że z różnych względów krążek leżał na kupce CD do przesłuchania a nie było okazji, aby się zabrać za niego zabrać. W końcu jednak nadszedł ten moment i CD trafiło do odtwarzacza. Kilka chwil po wciśnięciu PLAY byłem już kupiony. Z głośników zaatakowała mnie bezpośrednia, wypełniona czadem i dająca kopa muzyka. Istniejący od 10 lat krakowski Heart Attack łączy w swoich dźwiękach hard rock, stoner, trochę grunge oraz thrash metal. Z muzyki bije szczerość, energia i radość z grania. Mięsiste riffy, potężna sekcja i ostry, charyzmatyczny wokal z miłą dla ucha chrypką, to wyznaczniki brzmienia Krakowian.

"Neony" to trzecia, a zarazem wyjątkowa pozycja w dyskografii grupy. Mianowicie jest to pierwszy w historii zespołu album koncepcyjny. Napisane w naszym ojczystym języku teksty łączy tematyka dobra i zła, dnia i nocy. W tym kontekście podoba mi się pomysł przerywników pomiędzy niektórymi utworami, które uzupełniają opowiadaną historię. Płyta trwa niecałe 37 minut i zawiera 9 utworów, w tym intro i outro.

Kawał porządnej, bezkompromisowej i niepretensjonalnej muzy, skłaniającej do refleksji, ale także dobrej do poskakania i machania łbem.


29 lip 2016

THEM PULP CRIMINALS - Lucifer is Love (2016)

Kraj: Polska
Wydawca: Malignant Voices Productions
Kontakt: https://www.facebook.com/thempulpcriminals/?fref=ts




Człowiek uczy się przez całe życie. Nigdy specjalnie nie przepadałem za country, ale nie będę ściemniał, były/są utwory, które potrafiły poruszyć moje serce (wybaczcie, nie pamiętam tytułów). Pomimo tego, zawsze podchodziłem do tego gatunku z przymrużeniem oka, nie traktując go poważnie. Tymczasem od jakiegoś czasu w różnych periodykach powiązanych z muzyką niezależną zaczęły pojawiać się recenzje materiałów i wywiady z muzykami grającymi ten właśnie gatunek muzyki. Chociaż nie do końca właśnie ten. Okazuję się, że i w country są podgatunki włącznie z takimi, które eksplorują mroczniejsze rejony ludzkiej egzystencji. Co ciekawe tym niszowym podgatunkiem zajmują się także ludzie związani z ekstremalną muzyką, zarówno wywodzący się ze sceny metalowej, jak też tworzący poboczne projekty dedykowane,  aby grać tego typu dźwięki.

Z czasem trend ten dotarł również do kraju nad Wisłą czego przykładem jest opisywany właśnie debiut duetu Them Pulp Criminals. Za liryki i wokale odpowiada Tymoteusz znany z Outre i Ragehammer zaś za instrumenty Igor związany ze sceną ambientu i elektroniki. Panowie w toku rozmów przy biurowej kawie dogadali się co do wspólnych fascynacji artystami pokroju Johnyego Cash'a i tak od słowa do słowa pojawił się pomysł połączenia sił i nagrania płyty nawiązującej do country. Jednak sprowadzenie muzyki duetu do pojęcia country czy nawet outlaw country byłoby zbytnim uproszczeniem. Panowie bez oporów łączą muzykę kowboi z klasycznym rock and rollem i rockabilly doprawiając dźwięki szczyptą neo-folku. Wokale Tymka są mroczne i melancholijne, chociaż są też utwory, gdy na myśl nasuwają się takie nazwiska jak Elvis Preslay czy Tom Waits. Jednak nawet w szybszych utworach trudno doszukać się wesołych nut. Płyta trwa zaledwie 28 minut i zawiera 8 utworów, ale niesamowicie uzależnia. Nie wiem, ile razu już ją przesłuchałem, ale wciąż nie man dosyć, szczególnie gdy obok stoi szklaneczka bourbona.  Moje ulubione kawałki to tytułowy "Love is Lucifer" oraz "Goddamn Graveyard Luck", ale każda z kompozycji zasługuje tak naprawdę na uwagę, włącznie z udaną i oryginalną wersją „Love in a Void” Siouxie and the Banshees. Płyta będzie miała premierę 12 sierpnia 2016 roku i zachęcam do zapoznania się z nią.

   

26 lip 2016

HAŃBA! - Hańba! (2016)

Kraj: Polska
Wydawca: Antena Krzyku
Kontakt: http://www.hanba1926.pl/


Swoim debiutem krakowska Hańba pokazuje nam, że idee punk rocka wcale nie musiały się rodzić w latach 70. gdzieś na przedmieściach Manchesteru czy innego Birmingham, ale ich korzenie mogły tkwić w nękanej wewnętrznymi konfliktami o podłożu ekonomicznym i narodowościowym II Rzeczypospolitej Polskiej. To właśnie w tym kraju rządzonym przez ocierającą się o dyktaturę Sanacje, w którym bojówki Falangi wybijały szyby w żydowskich sklepach, i na który złym okiem patrzyli sąsiedzi z Zachodu i ze Wchodu, nazywając go bękartem Traktatu Wersalskiego, powstawały teksty opisujące krytycznie sytuację wewnętrzną państwa i elity rządzące. I to właśnie te teksty autorstwa m.in. Tuwima, Brzechwy, ale także kilku nieznanych autorów przypomina na swoim krążki Hańba!. Zaaranżowane na punk rockową modłę utwory te dostają dodatkowej głębi i mocy wyrazu. Słowa idealnie wpasowują się w punkową stylistykę. Do myślenia daje fakt, że tematy podejmowane 80 lat temu wciąż są aktualne. Bo czyż poniższe teksty nie brzmią znajomo, tak jakby były pisane wczoraj?

"Śliczni idą chłopcy
i śpiewają bycze pieśni
żeby Polskę wszyscy obcy
opuścili jak najwcześniej."

Czy też

"Z czego budują bankowe gmachy?
Jaki budulec jest ubezpieczalni?"

Nigdy już nie dowiemy się, jak potoczyłaby się historia muzyki, a może i Polski, gdyby jakaś ówczesna zbuntowana kapela podwórkowa, podobnie jak to zrobiła w dzisiejszych czasach Hańba!, nie wzięła na warsztat tych tekstów i nie siała antysystemowego fermentu wśród obywateli RP.  


24 lip 2016

BEANSIDHE - Mont (2016)

Kraj: Szwajcaria
Wydawca: Via Nocturna
Kontakt: http://www.beansidhe.ch/


Opolska Via Nocturna nie zwalnia tempa i pomimo okresu wakacyjnego prezentuje kolejne nowości w swoim katalogu. Tym razem otrzymujemy debiutancki album niemłodego, bo istniejącego już od 1999 roki szwajcarskiego Beansidhe. Wcześniejsze wydawnictwa grupy to demo z 2004 oraz Ep-ka z 2010. Nie jest to więc zbyt płodny zespół, chociaż trzeba przyznać, że dość regularnie prezentuje nowe materiały. Ostatnie wydawnictwo zostało nagrane w 2015 i dzięki Via Nocturna zostanie wydane 28 lipca na fizycznym nośniku.

"Mont" to 40 minut muzyki, zamkniętej w 6 utworach, które z wyjątkiem otwierającego utwory tytułowego trwają od 6 do 10 minut. Muzyki, którą trudno jednoznacznie sklasyfikować, ale w prostych słowach można określić jako wypadkową death, thrash i black metalu. Nie przypadkowo umieściłem death na pierwszym miejscu, gdyż ten pierwiastek jest dominującym w kompozycjach zespołu. Objawia się on szczególnie w growlujących wokalach i ciężkich riffach. Najwięcej black metalu usłyszymy we wspomnianym pierwszym kawałku oraz w powtarzalnych, hipnotyzujących partiach gitary prowadzącej. Od czasu do czasu pojawia się też blackowy scream. Elementy black metalu odpowiadają też za zimny i niepokojący klimat albumu. Jeśli zaś chodzi o elementy thrashu, to przejawiają się one w aranżacji niektórych riffów. Materiał wyróżnia się tekstami śpiewanymi w lokalnym dialekcie, który jest zbliżony do dawnego francuskiego i opowiadają o ludziach zamieszkujących wieki temu Alpy. Szwajcarzy starają się oddać duchową stronę codziennego kontaktu i koegzystencji z będącymi majestatycznym cudem natury górami.  

Płyta jest do nabycia bezpośrednio w sklepie Via Nocturna.


23 lip 2016

RHAPSODY OF FIRE - Into The Legend (2016)

Kraj: Włochy
Wydawca: AFM Records
Kontakt: http://www.rhapsodyoffire.com/


Cenię Rhapsody za pierwsze sześć płyt, które łączyły jedna historia i na których z albumu na album słychać było rozwój zespołu. Odnoszę jednak wrażenie, że wraz z zakończeniem sagi z muzyków uszła para. Kolejne płyty nie były już tak spektakularne, a ostateczny podział zespołu na dwie grupy był krokiem wstecz. W miejsce jednego, klasowego zespołu, powstały dwa, które jak dotąd nie osiągnęły poziomu ze wspomnianych sześciu albumów.

Przyznaję jednak, że podobnie jak na "Prometheus" Luca Turilli's Rhapsody słychać rozwój, tak  "Into The Legend" Rhapsody Of Fire jest dużym krokiem naprzód względem poprzedniego wydawnictwa, co pozwala mi patrzeć optymistycznie na przyszłość obu projektów. "Into The Legend" jest albumem nagranym z rozmachem, na którym usłyszymy różnorakie chóry, sopranową solistkę, flet, wiolonczele, fortepian oraz kilka barokowych instrumentów. Wraz z orkiestrowymi partiami klawiszy tworzą one podniosłą, pełną patosu atmosferę, która idealnie łączy się z dźwiękami generowanymi przez tradycyjne metalowe instrumentarium. Ciężkie riffy, szybkie tempa wybijane przez perkusję, zawiłe, ale melodyjne i epickie solówki. Włosi dawno nie nagrali tak ostrego, relatywnie, materiału.  Głos Fabio to klasa sama w sobie i nie ma sensu się nad nim rozwodzić.

A jednak nie mogę załapać klimatu tego albumu. Pomimo wspomnianego rozmachu i użycia tak wielu środków muzyka jest przewidywalna, albo inaczej, brakuje mi efektu zaskoczenia. Być może za dobrze znam już twórczość Włochów, ale kilkukrotnie łapałem się na tym, że wiedziałem co w danym momencie będzie grane. Również kilka fragmentów było już wykorzystanych na poprzednich wydawnictwach. Pomijam już sposób wykorzystania chórów, które z reguły odpowiadają za fragmenty tekstów napisanych po łacinie. W samym lirykach nie odnalazłem niestety magii. Na szczęście są też utwory, które przypadły mi do gustu. Są nimi "Winter's Rain" oraz "The Kiss Of Life".

Obawiam się, że nieprzekonanych ten album nie przekona, ale fani zespołu powinni być zadowoleni, szczególnie że obrany kierunek nakazuje patrzeć w przyszłość z optymizmem i mam cichą nadzieję, że następna płyta wywoła trochę zamieszania.





21 lip 2016

DREAM THEATER - The Astonishing (2016)

Kraj: USA
Wydawca: Roadrunner Records
Kontakt: http://www.dreamtheater.net/


Fanatycznym fanem Dream Theater nie jestem. Nie czekam z drżeniem nóg i spoconymi rękami na kolejne wydawnictwa. Nie analizuje każdej nuty na nich zawartej. Pomimo tego muzyka grupy urzeka mnie na tyle, że w ciemno biorę kolejne pozycje, które pojawiają się w sklepach. Podobnie było z najnowszym wydawnictwem, ale ze względu na to, że jest to album koncepcyjny, a ja mam słabość do płyt, na których liryki krążą wokół jednego tematu lub konkretnej historii, to akurat na ten krążek czekałem niecierpliwie od momentu ogłoszenia jego powstawania.

Historia przedstawiona na "The Astonishing" dzieje się w odległej przyszłości i opowiada o Północnym Imperium, w którym pojawia się pewnego dnia osoba, uznawana za tą, która przywróci jego obywatelom wolność oraz wiarę w moc i radość z muzyki, które utracili pochłonięci codziennymi obowiązkami wykonywanymi na chwałę tegoż Imperium. Mamy więc standardowo Imperatora, Wybrańca, Ruch Oporu itp.

Akompaniament dla opowieści tworzą dźwięki, które trudno zamknąć w terminie progresywny metal, z jakim kojarzony jest Dream Theater, ale równocześnie zespół nie nagrał wcześniej tak epickiego i wielowymiarowego albumu jak ten. Oczywiście wciąż słychać z kim mamy do czynienia. O sile muzyki decydują charakterystyczne dźwięki gitary Johna Petrucci i zróżnicowane partie klawiszowe Jordana Rudessa, ale towarzyszą im orkiestra oraz chór. James Labrie staje na wysokości zadania i potwierdza formę swojego głosu, wcielając się we wszystkie główne postaci występujące w historii. Równocześnie odnoszę wrażenie, że bas i perkusja zostały zepchnięte na drugi plan, przez co John Myung oraz Mike Mangini nie mają zbyt wielu okazji na wykazanie się swoim kunsztem. W ostatecznym rozrachunku nie wpływa to jednak na całościowy odbiór muzyki, która w pełni komponuje się z tekstami, odzwierciadlając charakter i dramaturgię poszczególnych scen oraz poruszając wyobraźnię słuchacza. Wygląda  na to, że Dream Theater stworzył rockowo-metalową operę w klimatach sci-fi. Ciekawy jestem czy zdecydują się odegrać ja na żywo wraz z właściwą oprawą wizualną.

Nie ukrywam, że początkowo miałem obawy czy dam radę przebrnąć przez 130 minut muzyki za jednym podejściem, ale na szczęście jest ona na tyle urozmaicona a historia wciągająca, że upływ czasu jest niezauważalny. Wszystkie znaki wskazują na to, że będzie to mój ulubiony obok "Metropolis Pt. 2" album Dream Theater.



11 lip 2016

NOUMENO - Escape (2015)

Kraj: Włochy
Wydawca: House of Ashes Productions
Kontakt: http://www.facebook.com/NoumenoOfficial


Włoska scena coraz częściej pozytywnie mnie zaskakuje. Od czasu do czasu wpadają mi w ręce (uszy) kolejne wydawnictwa, które potwierdzają, że działa tam prężna i zróżnicowana scena rockowo-metalowa, która ma co zaoferować światu. Oczywiście zdarzają się też materiały, które nie prezentują zbyt wysokiego poziomu, ale do tej grupy z pewnością nie należy ostatni album Noumeno zatytułowany "Escape".

"Escape" jest drugim wydawnictwem grupy i zawiera 9 utworów, trwających trochę ponad 35 minut.  Poszczególne utwory są efektownym połączeniem dynamiki, ciężaru i melodii. Kawałki utrzymane są raczej w szybkich tempach i opierają się na dosyć sporej ilości solówek. Zespół określa swoją muzykę jako progresywny, instrumentalny metal, ale na szczęście kompozycje nie są przekombinowane, a wspomniane sola bardziej koncentrują się na klimacie i melodii niż wyścigach palców po gryfie, chociaż trudno odmówić gitarzystom technicznych umiejętności. Dzięki takim aranżacjom muzyka jest chwytliwa, przyswajalna a melodie łatwo wpadają do głowy. Jest w niej dużo energii i pozytywnej atmosfery (w moim przypadku sprawdziła się na przykład podczas biegania i jazdy rowerem). Na plus zaliczam również długość poszczególnych utworów, która oscyluje pomiędzy 3 i 4 minutami z hakiem, dzięki czemu nie miałem efektu znużenia dźwiękami, chociaż momentami muzyka jest przewidywalna a niektóre schematy czy linie melodyczne powtarzają się w kilku utworach. Ogólnie rzecz biorąc, jest to ciekawy materiał, z którym warto się zapoznać.  

2 lip 2016

HERETIQUE - De non existentia Dei (2016)

Kraj: Polska
Wydawca: Via Nocturna
Kontakt: http://heretique.wix.com/heretique


Premiera drugiego albumu Heretique odbyła się w marcu tego roku, nakładem aktywnej ostatnio opolskiej Via Nocturna. Gliwiczanie serwują na nim 40 minut klimatycznego death/black metalu. Płyta jest podzielona na dwie części, z czego pierwsza, składająca się z trzech utworów następujących po otwierającym płytę interludium, jest trochę trudniejsza w odbiorze ze względu na wycieczki w kierunku technicznej odmiany death metalu. Na szczęście muzyka w tym kawałkach nie jest przekombinowana i nie przytłacza słuchacza nawałą dźwięków, jednakże dużo w nich zmian rytmu, zakręconych gitar. Charakter muzyki ulega zmianie po piątym w kolejności interludium. Następujące po nim kompozycje mają mniej skomplikowaną strukturę, chociaż wciąż nie brakuje szalonych solówek, przez co wydają się bardziej melodyjne. Podoba mnie się szczególnie klimat tworzony przez akustyczne partie gitar, które momentami nasuwają mi na myśl Christ Agony. Chwilami moje skojarzenia szły też w kierunku Behemoth, a nawet jest moment, w którym wyłapałem dźwięki a'la Obituary. Jeśli zaś chodzi o partie wokalne, to są one zróżnicowane. Oczywiście dominują growl i scream, ale zdarzają się też deklamacje. "Cichym" bohaterem są dla mnie linie basu.

Pomimo wspomnianych skojarzeń muzyka Heretique ma swój odmienny charakter, który wyróżnia grupę na tle innych zespołów. Podoba mi się koncepcja albumu zawierająca preludium, interludium  i postludium, a moim faworytem jest kawałek "Raven".